23 maja 2012, Środa

Artykuł

23 października 2010 (20:25)

Eric Clapton - Clapton

Eric Clapton – Clapton (2010)



Niektóre z komentarzy odnośnie wydania nowej płyty Erica Claptona niosły z sobą treść porównywalną do: „to on jeszcze żyje?”. Owszem, żyje – a po wysłuchaniu jego najnowszego wydawnictwa, tytułowanego nazwiskiem, nie wypada życzyć mu rychłej śmierci czy odłożenia w kąt gitary i mikrofonu.
Album zaczyna się spokojnie, ale oczywiście nie na tyle, by usnąć w trakcie słuchania. Cała płyta może nawet działać relaksacyjnie – kto nie wierzy, niech posłucha w odpowiednich warunkach. Wyprzedzając wszelkie podsumowania, trudno mi się powstrzymać od zaliczenia „Travelling Alone” do najlepszych zagranych kiedykolwiek przez Claptona. „Rocking Chair” to już klasyczny blues; Eric zdecydował się także odświeżyć nagrania ze starych płyt gatunku, wykonawców, którzy kształtowali świadomość muzyczną Slowhanda. Z utworu na utwór robi się coraz ciekawiej – dzięki „River Runs Deep” ucieszyłem się z myśli, że „dinozaury rocka” potrafią zaskoczyć pomysłowością, nawet w tak teoretycznie prostej piosence. Pobrzmiewające w tle hammondy wraz z instrumentami dętymi tworzą strukturę przykuwającą uwagę od pierwszego wysłuchania. „Dzień Sądu” („Judgement Day”) nadchodzi na szczęście tylko dla zatwardziałych antyfanów muzyki country. Zróżnicowanie klimatu na płycie sprawia, że każdy z utworów opowiada własną historię – nie ma tu miejsca na chwilę znudzenia, jeśli tylko poczuje się atmosferę charakterystyczną dla Claptona. Jego solówki gitarowe są serwowane bardzo oszczędnie – chyba minęły już czasy takich killerów, jak „Layla”Eric skupił się na prostej, szczerej formie i rozbudowanych harmoniach. Z charakterystycznych momentów warto też wymienić kończącą płytę balladę „Autumn Leaves”, graną już w latach ’40 przez Johnny’ego Mercera.
Duże pole do popisu mieli na płycie gościnnie występujący muzycy – zwłaszcza należy wyróżnić JJ Cale’a dzielącego z Erickiem miejsce przy mikrofonie. Głos legendy doskonale uzupełnił utwór „That’s No Way Long”, jedną z perełek na płycie, oryginalnie autorstwa Roberta Wilkinsa – bluesmana, który miał szczęście żyć w czasach kształtowania się gatunku.
Album spodobał mi się, a każdy fan również powinien być zadowolony. Sam Clapton w wywiadach powtarza, że najnowsze wydawnictwo jest dla niego wyjątkowe. Jest to swego rodzaju zbiór czynników wpływających na całą karierę i zainteresowania gitarzysty. Specjalnie unikam stwierdzenia „podsumowanie”, z nadzieją na przynajmniej jedną płytę przez przejściem na muzyczną emeryturę – która, bądź co bądź, należy się muzykowi z takim stażem. Mimo wszystko - tak świeżego brzmienia mógłby Claptonowi pozazdrościć niejeden z mistrzów gitarowych. Drugą grupą docelową mogą być miłośnicy klasycznych bluesowo-rockowych artystów, oczywiście nie wyłączając uniwersalnego aż do bólu jazzu. Eric Clapton na pewno znajdzie honorowe miejsce w muzycznych rankingach tego roku – w pełni na to zasłużył. Jednak kto liczył na wielki show rodem z występów grupy Cream, nieco się zawiedzie.



9 / 10


1. Traveling Alone
2. Rocking Chair
3. River Runs Deep
4. Judgement Day
5. How Deep Is The Ocean
6. Milkman
7. Crazy About You Baby
8. That's No Way To Get Along
9. Everything Will Be Alright
10. Diamonds
11. When Somebody Thinks You're Wonderful
12. Hard Times
13. Rolling And Tumbling
14. Autum Leaves





Redaktor: Szymon Zelewski, Wyświetleń: 384 [do góry]
Statystyka

Łukasz Kryściak © 2010 - 2012 rock.shemir.pl, Wszystkie prawa zastrzeżone!