23 maja 2012, Środa

Artykuł

01 grudnia 2010 (19:42)

Circle Of Bards - Tales





Słuchałem ostatnio albumów lepszych lub gorszych, podobnie miała się sprawa z koncertami. Na rockowym poletku było nieprzeciętnie dobrze, jednak brakowało mi ciągle oryginalności, czegoś, co wyróżni się w stosie trafiających do odtwarzacza plastikowych krążków. Automatycznie pojawił się na mojej twarzy uśmiech po usłyszeniu debiutu Circle Of Bards.
Synteza słów „bard” i „rock” budzi skojarzenia z zespołami pokroju Blind Guardian. Czy komuś się podoba, czy nie, niemiecka horda utorowała drogę dla setek młodych kapel zafascynowanych wpływami folkowymi w ciężkiej muzyce. W Polsce ten nurt nie jest szczególnie rozwinięty; właściwie możemy mówić o małym odkryciu na rodzimej scenie muzycznej.
Sam pomysł jest bardzo trafiony. Mariusz Migałka – wokalista, lider i mózg zespołu – przedstawił nam płytę koncepcyjną pod względem formy, bardzo przemyślaną. Mało który muzyk wita nas i żegna, dosłownie rzecz biorąc, śpiewająco. Wprowadza w baśniowe klimaty, z każdą minutą podsycając ciekawość słuchacza. Tematyka tekstów jest łatwo zrozumiała i, co ważne, niesie z sobą spory zapas możliwości interpretacyjnych. Artyści, zwłaszcza muzycy inspirujący się opowieściami typu fantasy, miewają tendencję do odpychającej wtórności – w tym przypadku uniknięto pospolitego powtarzania patetycznych fraz, za co należą się brawa. Będąc w temacie liryk należy wspomnieć o przyzwoitym wokalu Mariusza – śpiewa raczej łagodnie, czasami z rockowym zadziorem, ale zawsze tak samo przekonująco. Może to kwestia sporna, uważam mimo wszystko, że lepiej brzmią utwory śpiewane po polsku – są bardziej naturalne, wyjątkowo „nasze”. Zdecydowanie w tej kategorii wygrywają „Czarne smoki”, a wcale nie chcę dzięki tej opinii uwolnić się od niebezpiecznego trzepotu ich skrzydeł.
Jeśli chodzi o konkrety – często wyznacznikiem jakości jest to, co zapamiętamy po pierwszym odsłuchaniu każdej z płyt. Wymienię przede wszystkim skoczne outro przyjemnego utworu „Scarlet Moon”, inspirowanego wyraźnie tytułowym kawałkiem z płyty „Under a Violet Moon” zespołu Blackmore’s Night. Dobrym wyborem, lecz nie idealnym, okazał się singlowy „Our Own Land”. Ma bowiem jak dla mnie godnego faworyta w postaci tytułowego (odnośnie zespołu, nie płyty) „Circle Of Bards”. Wymarzony kawałek na rozpoczęcie, a nie zakończenie albumu – jednocześnie przebojowy i artystyczny, zawiera wszystko to, z czym może się kojarzyć reszta materiału na „Tales”.
Dla wymienionych wyżej utworów warto sięgnąć po debiut Circle Of Bards. Spragnieni kojących melodii, brzmienia celtyckiego, czy folkowego, nie powinni się zawieść. Jestem dumny wiedząc, że taka muzyka powstała w Polsce. Jeśli uda się utrzymać dobrą passę i spróbować odważniejszych eksperymentów, możemy doczekać się zasłużonych sukcesów projektu Mariusza Migałki.


8,5/10

http://www.circleofbards.pl/

Wydanie Electrum Production, 2010

01. Welcome
02. My Magic Song
03. Scarlet Moon
04. Fighting the Dragons
05. Our Own Land
06. Czarne Smoki
07. Bridges We Shall Pass
08. Tęczowy Most
09. When the Bard Sings
10. Circle of Bards
11. Farewell







Redaktor: Szymon Zelewski, Wyświetleń: 581 [do góry]
Podobne

ARTYKUŁY

Lp Tytuł Data
1 Qube - Incubate #581 17 lutego 2011 (19:51)
Statystyka

Łukasz Kryściak © 2010 - 2012 rock.shemir.pl, Wszystkie prawa zastrzeżone!