|
Artykuł
22 lutego 2011 (20:22)
''Koncert na żywo weryfikuje wszystko'' czyli The Bill w Elektrowni!
Sobotnią imprezę rozpoczęli, jak sami siebie nazywają „czterej seksowni jeźdźcy apokalipsy grający punkrocka” - Bustergang. Poza troszkę narcystycznym podejściem i problemami technicznymi, na scenie pokazali też kawałek dobrej muzyki, energię i sympatycznie brzmiący wokal. Jak każdy młody zespół punkowy, także oni zagrali cover grupy The Ramones - Blitzkrieg Bop, czym ostatecznie zdobyli sobie moje uznanie, dlatego zachęcam do zapoznania się z ich twórczością. Punkt 21:00 na scenie niedawno atakowanej przez chłopców ze Środy Wielkopolskiej pojawili się Kefir, Sebek, Gerard i Mielony- czyli znane wszystkim gwiazdy wieczoru! The Bill zaprezentował nam samą śmietankę z dyskografii zespołu, do tego na życzenie publiczności zmienił kolejność z setlisty, pozwalając nam wcześniej niż planowali odśpiewać „Masochistę”. Tytuł ten poniekąd oddaje to, co działo się po drugiej stronie barierek- pogo, szaleństwo, glany, trochę krwi i niezwykła publika- od szczeniaków takich jak ja, po starych panczurów. Wszyscy oni bawili się świetnie i wymogli na zespole dwa bisy! Podsumowując- koncert zaliczam do udanych, a pamiątki w postaci siniaków i obtarć na pewno na długo będą mi o nim przypominać. Chwila dla the bill’a- rozmowa maleńkiej z Kefirem: 25 lat… Kawał czasu… W związku z tym masz jakieś refleksje, wnioski? Ojej… Wnioski z 25 lat? Nie jestem w stanie tak szybko wymyślić, natomiast wnioskiem na pewno jest to, że warto jeździć, dawać koncerty co udowadnia ten dzisiejszy. To taka dzisiejsza refleksja. My jakichś większych podsumowań nie robimy, bo to nie o to chodzi w tym wszystkim… Jesteś takim ogniwem łączącym obecny skład z tym 25 letnim The Billem, jest ktoś do kogo z poprzednich członków zespołu chciałbyś wrócić, no i czy częste zmiany składu czemuś służą? Cieszę się, że gram w takim składzie jak obecnie, natomiast każdego kto grał w tym zespole wspominam bardzo miło, każdy odchodził, bo po prostu chciał i stwierdził, że jego rola tutaj dobiegła końca. Każda zmiana przynosi jakiegoś nowego ducha do zespołu, nowe pomysły, nową jakość, w tej chwili spotkało się czterech ludzi, którzy przeszli przez różne etapy. Z Geraldem, naszym nowym basistą, spotkaliśmy się prawdopodobnie, bo ja tego nie pamiętam, w 92 roku na jednej scenie w Jarocinie, więc jego historia jest równie długa jak nasza. Sebek, gitarzysta Strajku i wcześniej jakichś zespołów metalowych- wszystko to tworzy nową jakość The Billa, nowe historie, które oni wprowadzają. Jestem z tego bardzo zadowolony i oby tak zostało- po prostu. A jak w tym całym czasie zmieniały się Twoje teksty, muzyka? Zmieniały się, bo ja się zmieniałem, to jest naturalne… Zaczynaliśmy grać gdy byłem 18-letnim chłopakiem, teraz mam dużo, dużo więcej lat i moja muzyka dojrzewa razem ze mną, co słychać na ostatniej i przedostatniej płycie, gdzie już przekaz jest zupełnie inny. A skąd czerpiesz inspiracje do tekstów- czy to są obserwacje czy jakieś przeżycia wewnętrzne? Dokładnie tak, to są obserwacje, tylko zmieniają się priorytety- kiedyś walczyłem, zaczynaliśmy przecież w czasach komunizmu, systemu, który nas dusił i trzeba było z tym walczyć. Teraz tego nie robię, bo system mnie w ogóle nie obchodzi jak i cała ta otoczka starego punk rocka… Dla mnie są teraz ważniejsze inne rzeczy- moja rodzina, moi bliscy, moje życie i na tym się skupiam. Jeśli ktoś mi się nie podoba to o tym piszę, a jeśli ktoś jest fajny to też chciałbym o tym powiedzieć. Teraz są to bardziej osobiste historie i jakiś bunt czy walka- przestało mnie to interesować. Może nie można tego już nazwać punk rockiem, ale nie na tym mi zależy- ważna jest muzyka i nią chce się zajmować. Jeśli komuś się to podoba to fajnie, a jeśli ktoś twierdzi, że zdradziliśmy ideały punk rocka to trudno- każdy ma swój pogląd jak własną …(wymowne milczenie). Chodzi o dobrą jakość muzyki, bo publika weryfikuje bardzo szybko, że udajesz, że nie przykładasz się do tego co robisz, grasz koncerty olewając totalnie wszystko, bo wydaje ci się, że punk rock został określony jakieś tam 20 lat temu na zasadzie „dobre wino, narąbiemy się, wyjdziemy na scenę, publiczność będzie tak samo pijana jak my i będzie OK”. Skończyły się te czasy- ludzie przychodzą na koncerty i mają wybór, możliwość weryfikacji. Wspomniałeś o publice- wiadomo, że to już jest nowe pokolenie. Zauważasz jakąś szczególną zmianę? My mamy tą szczególną sytuację, że na nasze koncerty przychodzi więcej osób starszych, które pamiętają nasze granie z lat 90tych i osoby młode, które nie uczą się odbierania muzyki od nas, ale od tych starszych, którzy traktują tą muzykę bardzo poważnie, to była historia ich życia, a młodzi odbierają to bardzo pozytywnie. Na waszej stronie znajdują się tylko dwa teledyski, na taką dyskografię to trochę mało- z czego to wynika? Tak naprawdę to nie są teledyski tylko pseudo próby zrobienia jakiegoś teledysku co nie udało nam się. Wynika to z tego, że nigdy nie zabiegaliśmy o to, żeby pojawić się w jakimś programie… Ludzie często mówią nam, że siłą tej kapeli nawet nie są płyty, ale po prostu koncerty i to chyba o to chodzi- koncert na żywo weryfikuje wszystko. Jakie plany ma The Bill na najbliższą przyszłość? No future (śmiech), oczywiście teraz jest to trasa na 25- lecie i potem jakieś pół roku nas nie będzie, bo chcemy nagrać następną płytę, może wydamy dwu-płytowy album, jeden zupełnie nowy i drugi, gdzie będą stare kawałki nagrane w tym składzie. Taki bonus, który będzie prezentem i podkreśleniem, że właśnie 25 lat mamy. Wielkie dzięki za rozmowę! Wywiad przeprowadziła Sonia Żarska
Redaktor: Pub Elektrownia, Wyświetleń: 805 [do góry]
Podobne
ARTYKUŁY
Sklep - towar powiązany z artykułem
|
Wywiady
Relacje
Statystyka
|